Na temat uczenia języka angielskiego, a właściwie uczenia języków obcych w ogóle, funkcjonuje wiele mitów i nieporozumień. Języki wciąż traktowane są jako jakaś specyficzna umiejętność i domena nie dla każdego. Wiele z tych przekonań pochodzi z czasów, kiedy odcięci byliśmy od kontaktów ze światem, a wszystko, co pochodziło z Zachodu było nieosiągalne. Inne to już produkty współczesnej mentalności, kolportowane wśród uczących się, można je niestety również znaleźć w mediach społecznościowych i nawet na blogach. Poniżej rozprawiam się z najpopularniejszymi z nich.

mity2
uk us

Do języka trzeba mieć talent

Talent trzeba mieć do muzyki albo do rysowania. Angielski język jest przedmiotem, który każdy może opanować w stopniu przeciętnym. Z angielskim jest jak z matematyką, chemią i polskim. Jedni są lepsi, innym idzie gorzej. Oczywiście zdarzają się ludzie z wyjątkowymi zdolnościami językowymi. Są też osoby, które faktycznie zmagają się z językiem. Powodem może być zaburzony słuch fonematyczny, czyli zdolność do odróżniania głosek. Jednak większość z nas ma zdolności po prostu przeciętne. Są osoby, którym nauka przychodzi łatwo, większość jednak w szkole musi pracować i wkładać wysiłek w efekty. Tak samo jest z językiem. W XIX wieku większość wykształconej części społeczeństwa posługiwała się językiem francuskim, który jest znacznie trudniejszy od angielskiego. Wcześniej powszechna była znajomość łaciny. Opanowanie więc jednego przynajmniej obcego języka jest więc w zasięgu zdolności przeciętnego człowieka.

bus

Języka można tylko nauczyć się zagranicą

Pobyt w kraju anglojęzycznym na pewno pomaga. Ale w czasach dzisiejszych angielski jest wszędzie. Otacza nas na co dzień, słyszymy go w filmach i grach komputerowych, widzimy na ekranie telefonu i komputera, czytamy do na etykietach i opakowaniach. Mamy do dyspozycji internet, nagrania, podcasty, YouTube, Chat GPT i możliwość ustawienia języka w filmach. Mamy dostęp do wiadomości po angielsku, książek, lekcji online i konwersacji z native speakerami. To, że wyjazd uczyni od razu jakiś znaczący skok w poziomie naszego angielskiego, może być iluzją. Wszystko zależy od tego, co będziemy robić i w jakim środowisku. Praca w barze pomiędzy imigrantami, latte large or small da nam stosunkowo niewiele. Nie należy też oczekiwać cudów po kursach wyjazdowych. Kosztują dużo, a to, ile nam realnie dadzą, zależy od szczęśliwego trafu. Nauczycieli grupy, a także zakwaterowania (np rodziny, u której będziemy mieszkać). Wydanie mnóstwa pieniędzy na taki wyjazd to trochę myślenie magiczne. Znacznie więcej można osiągnąć własnym wysiłkiem i pracą w domu.

korona

Angielski uczony w szkole to nie jest prawdziwy angielski

To dokładnie ten sam język. Angielski w podręcznikach wydawnictw anglosaskich to współczesny standardowy język angielski. Wrażenie, że coś jest z nim nie tak, powstaje w wyniku zderzenia z realnym życiem, w którym kwestii nie czytają aktorzy z idealną wymową, ale mówią zwykli ludzie. A ludzie mówią szybko, niewyraźnie, czasem chaotycznie, słowa się zlewają ze sobą i tworzą się ich zbitki. To. co rozumiemy na papierze albo z nagrań, brzmi nagle jak zupełnie inny język. Ludzie mówią także z różnymi akcentami, angielski ma wiele odmian terytorialnych, im dalej na północ tym trudniej dla naszego ucha. Szkocja, Irlandia to inny świat. W podręcznikach obecnie jest coraz więcej nagrań ludzi mówiących z różnymi akcentami. Ale przede wszystkim języka należy osłuchać się z prawdziwych materiałów. Nie muszą to być wiadomości, zacznijmy od lekcji na YouTube i nauczycieli native speakerów. Uszy muszą się oswoić z tym, jak słowa brzmią, kiedy się spotykają ze sobą, jak zmienia je akcent zdaniowy, intonacja i intencja mówiącego.

Na pewno trudno byłoby być samemu zaczynać naukę zupełnie od zera. Ale przecież nikt w dzisiejszych czasach nie zaczyna nauki angielskiego tak naprawdę od początku. Każdy miał go w szkole. Można sądzić, że to niewiele dało. Ale na pewno przynajmniej tyle, że nie wszystko jest obce i nieznane. Na pewno każdy ma jakieś podstawy, na których można budować dalej. Samemu można zrobić bardzo wiele, mamy do dyspozycji mnóstwo narzędzi, programów, aplikacji i stron. Internet to nieprzebrane źródło materiałów. Szczególnie przydatne są lekcje na YouTube, gdzie fantastyczni nauczyciele mają całe swoje kanały. Uczenie się przez działanie, szperanie, aktywizowanie różnych zmysłów, a przede wszystkim uczenie się przez uszy jest daleko efektywniejsze niż format tradycyjnych lekcji. Tak, owszem, do rozmowy potrzebujemy drugiej osoby. Ale nawet w tym zakresie możemy układać rozmowę albo wypowiedzi w głowie, a jeśli chcemy naprawdę poćwiczyć, mamy do dyspozycji lekcje online.

Projekt bez nazwy (3)

Istnieją metody, które mogą przyspieszyć naukę

Nie istnieją. Powiedzmy sobie to jasno. W internecie możesz trafić na agresywne kampanie marketingowe różnych szkół i biznesów obiecujących cuda: “Pani Janina z Kłodzka nauczyła się języka w dwa miesiące”. Coś takiego się nie dzieje. Nie istnieją żadne super-metody opracowane przez “znanych lingwistów”, które miałyby aktywizować jakieś tajemnicze ośrodki w naszym mózgu. Uczenie się w stanie głębokiego relaksu również nie działa. W naukę języka trzeba włożyć dużo pracy i świadomego wysiłku. Nie znaczy to, że musimy podążać za podręcznikiem albo zapisać się do jakiejś szkoły. Wręcz przeciwnie. Oferty na rynku trzeba traktować ostrożnie i wybierać rozsądnie, żeby osiągnąć sukces znacznie ważniejsza jest własna praca.

cap

Oni tak naprawdę używają trzy podstawowe czasy

Kompletna i szkodliwa bzdura. Oni używają wszystkich czasów i żaden z czasów nie jest “przestarzały” albo coś z nim nie tak. Rzecz w tym, że jedne czasy używane są częściej, inne rzadziej, co wynika z prostej przyczyny, mianowicie ich zakresu znaczeniowego. Kiedy opowiadamy o przeszłości, przez większość czasu używamy Past Simple, rzadziej sięgniemy po Past Continuous, a już zupełnie okazjonalnie po Past Perfect już rzadziej, bo rzadko odnosimy się w tym opowiadaniu do zaprzeszłości. Tak samo Future Perfect, a tym bardziej Future Perfect Continuous pojawia się sporadycznie, bo odnosi się do wąskiej grupy zdarzeń. Rzadko konstruujemy zadania o czymś, co się zakończy albo spełni do jakiegoś momentu w przyszłości. Są więc czasy, bez których możemy żyć, ale pomylenie na przykład Past Simple z Present Perfect może prowadzić do nieporozumień znaczeniowych. Nieprawdą jest również, że Amerykanie używają mniej czasów albo nie używają Present Perfect. To prawda natomiast, że zasady jego użycia trochę się różnią, tak jak kilku innych konstrukcji gramatycznych. Podsumowując, w amerykańskim angielskim używane są wszystkie te same czasy, natomiast istotnie gramatyka amerykańska w niektórych aspektach upraszcza zasady w porównaniu do brytyjskiego angielskiego.

Nie można i to jest kolejna szkodliwa bzdura. Przedimki są niezbędne, bo budują sens i znaczenie. A book i the book to innego i fakt, że my mówimy po prostu książka, nie zwalnia nas z konieczności używania przedimków w angielskim. Ich brak jest irytujący dla native speakerów i utrudnia komunikację. Nieprawdą jest również to, że my nie mamy podobnej potrzeby, załatwiamy jednak sprawę zaimkami ten i jakiś. O przedimkach trzeba pamiętać i trzeba ich używać, inaczej zmieszamy naszego rozmówcę. Give me book. Which book? Any book? Tak, w amerykańskim angielskim również używane są przedimki. W tym zakresie nie ma większych różnic, aczkolwiek są sytuacje i wyrażenia, w których występują rozbieżności.

Amerykański angielski jest prostszy

Nie jest. Tak, owszem, pisownia niektórych wyrazów jest uproszczona (colour vs color i travelled vs traveled), niektóre reguły i konstrukcje gramatyczne są prostsze. W wymowie słychać “r”, co na pewno jest wygodniejsze dla naszego ucha, ale poza tym wymowa amerykańska jest jak mówienie z gumą do żucia w ustach, czyli niewyraźny luz. Poza tym “o” brzmi jak “a”, “t” jak “d” a wiele słów wymawia się inaczej. Może nam się wydawać, że jesteśmy bardziej osłuchani z wymową i słownictwem amerykańskim, bo oglądamy filmy, więc znamy raczej słowo truck niż lorry, ale oprócz wielu mniej znaczących różnic oba te języki nie dzieli na tyle dużo, żeby czyniło to różnicę w ich nauce.

tea

Talent do języka idzie w parze z talentem muzycznym

Nie idzie. Owszem, talent muzyczny, a więc ucho do melodii, pomaga w chwytaniu intonacji i naturalnego brzmienia języka. W ten sam sposób mogą pomóc zdolności aktorskie i imitatorskie. To jest jednak tylko jeden ze składników sprzyjających nauce języka. Znacznie ważniejsze są ogólne zdolności językowe, a więc na przykład bycie dobrym z polskiego. Osoby dobrze radzące sobie ze słowami, potrafiące dobrze pisać, lubiące czytać teksty, rozumiejące treści metaforyczne będą również dobre w nauce języków obcych. Do opanowania gramatyki ważne są jednak również zdolności analityczne i logiczne myślenie. Innymi słowy zdolności do nauki języka obcego są wypadkową wielu czynników.

underground

Twierdzenie takie świadczy o tym, jak bardzo sprawa wymowy zaniedbywana jest nie tylko w powszechnej świadomości, ale także w procesie nauki. Fonetyce nie poświęca się odpowiednio dużo czasu i miejsca, a Polacy bardzo niechętnie nad nią pracują, bo to dziwne, wymaga ćwiczeń i eksperymentów z własnym językiem i wargami, więc  “nie będę się wygłupiać”. Tymczasem prawidłowa wymowa jest kluczowa w komunikacji. Kiedy cudzoziemiec przekręci albo wypowie polskie słowo niewłaściwie, zmaga się z “s”, “sz” i “ś”, brzmi to zabawnie, ale wciąż wiadomo, o co chodzi. Słowa polskie są wielosylabowe, słowa angielskie są krótkie, często jedno- albo dwusylabowe. Różnicuje je jedna głoska, a zdarza się, że tylko jedna cecha głoski. Na przykład, jest to dźwięczność albo bezdźwięczność wygłosowej spółgłoski albo długość samogłosek. Brak staranności prowadzi do nieporozumień i może całkowicie zmienić sens wypowiedzi. Polska fonetyka jest odmienna od brytyjskiej, nie tylko nie występują niektóre głoski, na przykład “th”, czy też długie i krótkie samogłoski, ale też niektóre układy głosek są dla nas obce i wymagają wysiłku. Fonetyce angielskiej trzeba poświęcić czas i uwagę. Inaczej nasz wysiłek włożony w naukę języka pójdzie na marne. Możemy znać mnóstwo słówek i być świetni z gramatyki, rozumieć i czytać skomplikowane teksty, a jednak możemy mieć problem w podstawowej komunikacji, bo to, co mówimy, będzie niezrozumiałe.

Eye

Angielskiego można nauczyć się z filmów i piosenek

Angielskiego można uczyć się w każdy sposób, najważniejsze znaleźć metodę, która nam odpowiada. Liczy się zanurzenie w języku, otoczenie się angielskim. Natomiast co do efektywności filmów i piosenek w nauce, zachowywałabym sceptycyzm. A już zupełnie nie pojmuję nieprzemijającej popularności serialu ”Przyjaciele”. Serial komediowy to naprawdę wyzwanie. Nie ułatwi nauki humor językowy, aluzje i odniesienia do kontekstów, o których nie tylko my w Polsce nie mamy pojęcia i z którymi nawet współczesny Amerykanin miałby problem, bo odnoszą się do rzeczywistości sprzed lat. Nie tylko humor stwarza dodatkową trudność, język w filmach bywa często slangowy, podawany jest ze specyficznym akcentem, służy charakterystyce postaci. Tak samo język w amerykańskich hitach często zawiera slang, wyrażenia niepoprawne, niegramatyczne, wymuszane czasami potrzebą utrzymania rytmu i rymu. Piosenek przynajmniej słuchamy wiele razy, co daje nam szansę zapamiętania tekstu, filmu pewnie nie obejrzymy ponownie. Oglądanie filmów uczy nas raczej zgadywania, domyślania się, nadpisywania i tolerowania miejsc pustych. To też ważne. Do nauki, szczególnie na mniej zaawansowanym poziomie, nadają się znacznie lepiej filmy dokumentalne albo lekcje na YouTube, gdzie angielski podawany jest ze standardowym akcentem i jest to język przejrzysty i prosty.

Scroll to Top